Dzisiaj jest: Piątek, 29 sierpnia 2014      
Imieniny: Beaty, Racibora, Sabiny
X
baner.png
000
bener2.jpg
baner3.png
grafika
Ocalili dwa życia
14.01.2013  |  Anna Ciesielska

Posterunkowa Agnieszka Kamińska, z zaledwie rocznym stażem w policji, z pomocą doświadczonych kolegów w ciągu dwóch dni uratowała życie dwóm mężczyznom. Najpierw desperatowi, który próbował powiesić się na sznurówce, a potem 45-latkowi, którzy stracił przytomność i leżał bez oznak życia.

- Do takich wyjazdów nikt nie jest przygotowany - mówią zgodnie funkcjonariusze.

 Obawy? Pewnie, że są, ale jedyne, co wówczas się liczy, to ludzkie życie. Tak samo było we wtorek, kiedy posterunkowa Agnieszka Kamińska, wspólnie ze starszym sierżantem Łukaszem Pietrzykiem pojechała na ulicę Słoneczną. Dyżurny policji odebrał bowiem zgłoszenie od jednej z mieszkanek, do której zadzwonił ktoś domofonem mówiąc, że na klamce od drzwi wejściowych powiesił się młody mężczyzna.

- Naprawdę nie wiedzieliśmy sami, czego możemy się tam spodziewać - przyznała nam policjantka. - Z informacji, jakie przekazał nam wówczas dyżurny wynikało, że prawdopodobnie ktoś się powiesił na klamce, ale nie było to potwierdzone. Jechaliśmy z myślą, że uda się go uratować.

Dojazd zajął im kilka minut. Na miejscu faktycznie zauważyli młodego mężczyznę, odwróconego plecami do drzwi i... sznurówkę, na której wisiał.

 - Od razu go odcięliśmy i zaczęliśmy reanimować - relacjonuje posterunkowa.

Mężczyzna nie zdradzał żadnych oznak życia, dlatego niezwłocznie przystąpili do resuscytacji. Desperat na szczęście odzyskał oddech, wróciły mu także pozostałe funkcje życiowe i to jeszcze przed przyjazdem karetki. Miał dużo szczęścia, bo gdyby dotarli na miejsce niewiele później, mógłby tego nie przeżyć, zwłaszcza że godzina była już późna (ok. 0.50 w nocy), a w okolicy brak było żywego ducha. Dlaczego targnął się na życie?

- Tego nie wiemy. Gdy tylko przyjechała karetka, przekazaliśmy go załodze. Dla nas liczyło się jedno: uratować mu życie - mówi posterunkowa.

Było to jej pierwsze takie zdarzenie podczas krótkiej pracy w policji. W listopadzie minął zaledwie rok odkąd zaczęła służbę. Wcześniej miała okazję zabezpieczać imprezy na EURO. Była głównie w strefie kibica, jak większość policjantek z plutonu kobiet. Ale nawet w Warszawie nie spotkała się z tego typu sytuacją.

- Trafiały się interwencje, które wymagały ode mnie szybkiego podjęcia decyzji, ale z takim zdarzeniem zetknęłam się po raz pierwszy. Za to inni funkcjonariusze z naszej komendy, jak choćby sierż. Przemysław Jagiełło i post. Mateusz Bębas, je przeżywali. Pod koniec maja br. uratowali życie niedoszłego samobójcy na ulicy Iłżeckiej. W przypadku pierwszego było to już drugie takie zdarzenie na przestrzeni blisko 1,5 roku.

- Niepokojące jest to, że mamy dość duży wzrost liczby samobójstw - przyznał podinsp. Aleksy Hamera, naczelnik Wydziału Prewencji Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. - Wiąże się to z różnymi aspektami - chwilowym załamaniem, chorobami, zawodem miłosnym, albo czynnikiem ekonomicznym. Powodów jest mnóstwo. Dlatego tak ważne jest to, co robi zespół profilaktyki we współpracy ze Stowarzyszeniem Bezpieczny Powiat Starachowicki i Harcerską Grupą Ratowniczą "Starachowice". Wszyscy musimy wiedzieć, w jaki sposób należy pomagać innym. Bo czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał - mówił naczelnik, chwaląc posterunkową Agnieszkę Kamińską i starszego sierżanta Łukasza Pietrzyka.

- To bardzo dobrzy funkcjonariusze, nie tylko pod względem udzielania pomocy ofiarom przestępstw, ale także innych aspektów. Mają dobre wyniki w codziennej służbie. Widzę w nich duży potencjał i pewnie nieraz nas jeszcze pozytywnie zaskoczą.

Nie trzeba było czekać za długo, bo w czwartek usłyszeliśmy już o kolejnym wyczynie posterunkowej i tym razem młodszego aspiranta Bartosza Staryczenkowa. Podczas patrolowania ulic uratowali oni 45-letniego mężczyznę, który zasłabł niedaleko przystanku. Jadąc ulicą Graniczną, pomiędzy Biedronką a jednym z bloków, zauważyli tłum gapiów.

- Widziałem jak ktoś - nie pamiętam już teraz czy był to mężczyzna, czy kobieta -podnosi do góry nogi leżącego na ziemi człowieka, a reszta się patrzy. Mężczyzna był cały siny, miał też rozciętą głowę. Kiedy tracił przytomność, musiał upaść centralnie na kamień. Sprawdziłem jego funkcje życiowe, pulsu w ogóle nie dało się wyczuć, więc przystąpiliśmy szybko do reanimacji. Pomagał nam także mężczyzna, który podobno był ratownikiem. Miał ze sobą małą latarkę, która sprawdzał źrenice - opowiada GAZECIE B. Staryczenkow.

Po chwili funkcje życiowe wróciły. Ułożyli mężczyznę w pozycji bezpiecznej, a potem przykryli go kurtką, by nie się zbytnio wychłodził. Kiedy na miejsce dotarła karetka, powoli odzyskiwał przytomność. Wszystko działo się bardzo szybko, ale dla 45 - letniego mężczyzny, który był w Starachowicach przypadkiem, bo mieszka w Sosnowcu, te minuty były bezcenne.


Jedno jest pewne: mając takich policjantów możemy czuć się bezpieczniej!

(An)

Wyślij link mailem
Zgłoś błąd
PDF
Drukuj
Powrót
Decyzja użytkownika w zakresie plików Cookie na niniejszej stronie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookie i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. W programie służącym do obsługi Internetu można zmienić ustawienia dotyczące plików cookie.Korzystanie z tego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Akceptuje powyższe warunki